Luna de miel Trip en el desierto de Atacama!

Hola Amigos! Znowu jest O CZYM pisać, zatem kolejny „sezon” wspindookoła-pamiętnika uważam za otwarty! Czy będzie tak ciekawy jak perypetie Pablo Escobara w serialu Narcos? Tego nie wiem, oby nie aż tak… :) Za to klimat hiszpańskojęzyczny zdecydowanie będzie królował – w planie 2 miesiące włóczęgi po Ameryce Południowej. Jak to Małżonka stwierdziła, takie lokalne „ABC” – czyli Argentyna, Boliwia i Chile! No i właśnie, Małżonka… :) Nie wdając się w rodzinne (już) szczegóły (wszak nie o tym blogowe perypetie), tyci się działo przez ostatni rok. Sylwestrowy Margalef na hiszpańskiej prowincji z pytaniem „CZY?” został dopełniony sakramentalnym „TAK!” na umiłowanej Ziemi Obiecanej, a ukoronowaniem całego procesu zakładania „podstawowej komórki społecznej” będzie owa wycieczka. Choć tak właściwie zamiast słowa „będzie” powinienem użyć „jest”. I jest pięknie! Y es hermoso, en Bolivia! Ale tradycyjnie, po kolei.

uyuni

Dwa miesiące na drugim końcu świata cieszy. Ba, nawet bardzo!  W tym miejscu grande „łubu dubu” dla moich Szefów, którzy ze zrozumieniem patrzą na uzależnienie od wycieczek mniejszych… jak i większych. A plan owej wycieczki zakłada trzy części: widokowo-turystyczną, spacerową, jak i (oczywiście) wspinaczkową!

Trudy pieszych wędrówek (i grande podmuchów wiatru) mamy nadzieję dzielnie znosić w okolicach całkiem imponujących iglic Torres del Paine. Drugi spacer zaplanowany dookoła nie mniej zacnych pików Fitz Roy i Cerro Torre. Piękne wieżyce, marzenie każdego wspinaczkarza-alpinisty (który nie boi się spadku formy po miesiącu siedzenia w namiocie), niemniej my zdecydowanie poprzestaniemy na spacerach i próbach uwiecznienia owych iglic fotoaparatem.

Tyle (póki co) w temacie pieszych wędrówek. A co jest przewidziane w temacie podstawowej-aktywności-życiowej, zwanej wspinaniem? Są punkty na mapie, które zaznaczyłem już dawno temu – Piedra Parada w Argentynie (Petzl RocTrip bodajże z 2012 roku), czy Valle de Los Condores w Chile. Czyż nie brzmią pięknie te nazwy? A i wspin wygląda zacnie. Do tego okazuje się, że jest całkiem sporo pomniejszych, acz nadal interesujących miejsc w obu rzeczonych krajach. Canion de Maipo, sporo miejsc dookoła Santiago, okolice Bariloche, a nawet znaleźliśmy już wspinanie na pustyni Atacama! Całkiem rześkie przechwyt w wulkanicznej, przewieszonej skale z ruchami  rodem z… Frankenjury! Festiwal dziurek w wąwozie Toconao! Dosłownie po środku niczego, za to z jak zawsze gościnnymi , lokalnymi wspinaczami, którzy na co dzień są przewodnikami wycieczek po Atacamie. Wycieczek… nazwijmy je widokowo-turystycznymi.

I właśnie… mija przeszło tydzień od startu naszej Luna del Miel Trip, który postanowiliśmy zacząć zupełnie nie w naszym stylu… od pobytu w San Pedro de Atacama. Miasteczko mocno turystycznie, choć nadal całkiem przyjemne. Jest to baza wypadowa do mniejszych i większych eskapad po pustynno-wulkanicznej okolicy Atacamy. Przepięknej okolicy!!! Północ Chile, na granicy z Boliwią. Najłatwiej dolecieć z Santiago do Calamy, potem autobus, a dalej już wręcz banalnie, turystycznie, acz zdecydowanie warto!

W San Pedro dziesiątki knajp, setki agencji turystycznych i… grube tysiące chilijskich peso do wydania. Naprawdę niestety (relatywnie) drogie miejsce, acz nadal, zdecydowanie warto! Wiele miejsc do zobaczenia: pustynne przestrzenie, kolorowe laguny, gejzery, wulkaniczna sceneria niczym z Marsa, flamingi i inne lamy, czy słynne słone „jezioro”  Uyuni w Boliwii. Dla nas trochę nietypowe doświadczenie. Przychodzisz do takiej agencji. Pan/pani za biurkiem lepszym bądź gorszym angielskim opisuje i zachwala kolejne punkty programu wycieczki. Chwali się, że oni trochę inaczej niż wszyscy organizują, „out of  the crowd” itd. I oczywiście lepiej niż inni płacą biednym, boliwijskim kierowcom-przewodnikom, stąd ta cena… Później wsiadasz do niezniszczalnej, na oko 20-letniej, Toyoty LandCruser i mkniesz grupką kilku osób przez obłędnie piękne okoliczności pustynnej przyrody. W cenie zakwaterowanie („very bejzik, no szałer”), jak i aprowizacja (zaskakująco dobra – rico!). Brzmi trochę dziwnie? Dla nas tak… ale o dziwo jest to najlepsza opcja podziwiania okolicznej, urzekającej przyrody. Oczywiście najlepsza biorąc pod uwagę iloraz jakości do ceny… Jest sporo przestrzeni, sporo czasu na kontemplowanie owych uroków i zapełnianie gigabajtów kart pamięci fotoaparatów. O dziwo nie ma tłumów. I tak właściwie to mam tu na myśli 4-dniowy przejazd jeepem przez niesamowite pustkowia Boliwii, zwieńczony wschodem słońca nad Uyuni Salt Flats (i całkiem smutnym obrazem „cywilizacji” w biednej Boliwii, ale to inny temat..). Naszym zdaniem zdecydowanie najlepsze co tu można zrobić. Reszta, jeśli widziana po tej eskapadzie, nie robi już takiego wrażenia. Acz nadal pięknie. PRZEPIĘKNIE!

Tym niemniej, tydzień widokowo-turystyczny w okolicy Atacamy kończymy jutrzejszym powrotem do Santiago. Kończymy bardzo zadowoleni (warto to zobaczyć) i kończymy… z ulgą. Bo jednak tzw. „outdoor”, namiot po środku niczego i poranna kawa na łonie przyrody (a nie w hostelu z setką backpackers’ów – „podróżników”), to jest to! Zatem do napisania i pozdrawiamy z Deserto de Atacama! Buenas noches Amigos! i tradycyjnie, zapraszam do galerii.

M

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s