Wakacje w chińskim PKS-ie. Z dystansu.

Nadrabiam zaległości !!! Oj tak, coś nie mogłem się zabrać za ten ostatni, podsumowujący naszą chińską „pętelkę” wpis… ale to wcale nie oznacza, że było niefajnie. Było, hmm… inaczej :)

Podróżując ze sznurkiem po skałach cel jest oczywisty – wspinać się! Jest prościej. Dużo prościej. Szukasz fajnych ścian, ładnych linii. Niektórzy mają swoje „prodżekty” (i psyche ze stali), inni wolą się „nawspinać” idąc drogi od lewa do prawa. Jakiś kemping, kwaterka lub „każdy krzak naszym domem” w myśl zasady „śpimy jak kloszardzi, stołujemy się jak królowie” . Poranna kawa, wieczorne wino lub pszeniczka, rozmowy o życiu i pierdołach. Uwielbiam. Do tego (zdecydowanie „last, but..”) „czynnik ludzki” i poznawanie nowych miejsc. Poznawanie niejako przy okazji, ale dla mnie w idealnych proporcjach. Bo ile można podziwiać jakąś piękną, starą zabudowę miasteczka w Prowansji, czy „hi-tech” miasto w Chinach? Oczywiście, to zależy.. ale dla mnie noc pod gwiazdami „w krzaku” bije te „atrakcje” na głowę…

A jak jest „bez sznurka” ? Szukasz tych „atrakcji” , czy jak zwał, tak zwał. Kolejnych punktów na mapie, które chcesz połączyć kreskami niczym wzorowy uczeń zerówki. Czasem wręcz odhaczyć, brzydko ujmując. Fajnie by było zobaczyć coś pięknego, interesującego, czy ciekawego z punktu widzenia historii. Więc szukasz – w przepastnym necie, na blogach, w przewodnikach Lonely Planet, Tripadvisor czemu nie, a może znajomi byli i coś podpowiedzą? I szukasz, ty i miliony innych „podróżników” (cudzysłów intencjonalnie). A w Chinach dosłownie, MILIONY… I z jednej strony chciałoby się dotrzeć w jakieś niesamowite miejsce, a z drugiej najlepiej jakbyś był tam samemu. Albo przynajmniej nie w tłumie. Ciężka sprawa. Funkcje celu rozbieżne. I chyba tylko gdzieś w niedostępnych górach, dżunglach itd.. możliwe. A tak to „podróżujesz” szukając kolejnego wi-fi, co by kolejny „punkt” na mapie odszukać. Cóż.. my w tym roku takie punkciki połączyliśmy kreskami :)

mapa1

I powtarzam, dementuję, nie było tak źle! Wszak „czynnik ludzki” vel Pani Doktor nadrabiał atrakcyjność „atrakcji” :) Ale tradycyjnie, po kolei i raczej oszczędnie w słowach…

Do planów, jak to zwykle, podchodzić należy elastycznie. Chcieliśmy zobaczyć Abe i Yading w Tybecie Wschodnim. Nie są to jeszcze rejony TAR-u (Tybetańska Autonomiczna Republika), więc póki co nie trzeba się tam wybierać wyłącznie w formie zorganizowanej „wycieczki” z przewodnikiem z „politbiura„… To nas zachęciło, acz jakoś tak w trakcie (zdecydowanie zniechęceni tym co nasze ślepia widzą) stwierdziliśmy, że może jak pojedziemy hen dalej, to „uratujemy” wycieczkę. Kilometrów natłukliśmy.

Chengdu – Kangding – Daocheng – Yading – Shangi-La – Lijang – Tiger Leaping Gorge – Panzhihua – Chengdu, ufffff… Według Googla jedyne 2100 km, 45h autem i bez korków! Coś bezcennego, szczególnie dla mieszkańców rozkopanej Łodzi.

Nie będę się rozpisywał, że pojechaliśmy od A do B, droga była kręta i prawie spadliśmy w przepaść, prawie nikt po angielsku nie rozmawiał i o zgrozo nie wszędzie był zasięg :) Mam alergię na takie „sprawozdania” , acz nieustająco, co kto lubi.. Moją pierwszą myśl odnośnie całej naszej wycieczki mógłbym zawrzeć w dwóch słowach – „nie zdążyliśmy” … Niestety.

Chiny (gospodarczo) pędzą do przodu i z punktu widzenia ekonomicznego… kosmos! Nam (Europa) wydaje się, ze jesteśmy potęgą… wspomnijcie moje słowa za myślę max 15-20 lat. To skośnoocy będą „No.1”, tak jak teraz USA. Oni już produkują „hi-tech„, a nie t-shirty, a takie mało komu znane miasto jak Chengdu jest metropolią 15-milionową z drapaczami chmur po horyzont i 7-mioma liniami metra oddawanymi w tym roku (wiem wiem, nie ma to jak metro na planie krzyża). Dodam, że w EU nie ma tak dużego miasta… A Pekin? Nie byłem, acz słyszałem o planach połączeniu go z kilkoma pomniejszymi miastami i stworzeniu jednego uber-miasta, ponad 100-milionowego miasta. Ale wracając… nie zdążyliśmy, bo ich dziki „rozwój” gospodarczy wiele pięknych miejsc po prostu oszpecił. Jak patrzyliśmy po blogach na wpisy sprzed dosłownie 5-ciu lat o Yadingu, Abie to były to zupełnie inne miejsca niż to co zastaliśmy. Zamiast pięknego płaskowyżu na 4 tysiącach z klimatycznymi, tybetańskimi domami zastaliśmy jeden wielki plac budowy kiczowatych, pseudo stylizowanych na tybetańskie budynki… blokowisk. Do tego wszędzie „ułatwienia” dla turystów – wybetonowane alejki, betonowe schody, budy, sklepy, elektryczne busy, melexy, słupy reklamowe (udające drzewa, acz z betonu oczywiście) itd… No i wszędzie chińscy turyści, MILIONY turystów…

Jak się do tego doda jeszcze „spuściznę”  Mao w postaci odbudowywania starówek miast po jedynej, słusznej Rewolucji Kulturalnej i Wielkim Skoku, to czasem wychodzi nawet zabawnie. Można podpatrzeć jak dosłownie od fundamentów odbudowywane są „world heritage sites” np w Lijang. Całkiem dobrym zabiegiem marketingowym jest też np. przemianowanie nazwy miasta na Shangi-La – kraina szczęśliwości, acz w Chinach :D Choć trzeba przyznać, że klasztory tybetańskie piękne i o dziwo autentyczne.

No nic, trochę żali wylane, choć jak zawsze warto było. Wszak i takie „podróże” odrobinę kształcą. Zapraszam do galerii i zabieram się za ogarnianie kolejnej wycieczki – tym razem mon amour skałka i „krzaki” w Kentucky ;)  Stay tuned, bo wybywamy już jutro! M.

Ps. Trzy praktyczne rady jakby jednak ktoś chciał się tam wybrać pomimo moich słów: 1) kupowanie biletów na pociągi w kasie na dworcu to często to nie lada wyczyn. Jest chińska strona www do tego, ale dla Chińczyków… za to za małą dodatkową opłatą można to spokojnie załatwiać np polską kartą kredytowa na stronie http://english.ctrip.com/ Przetestowane. Warto dużo wcześniej zaklepać. 2) Na poszczególnych odcinkach trasy Chengdu – Kangding – Daocheng – Shangi-La jest na ogół jeden autobus dziennie. Wybywa ok 6 rano i zwykle zapewnia 10-12h doznań. Bilety powinno dać się kupić dzień przed. 3) Internet cenzurowany… można sobie ściągnąć darmowy VPN Gate i zwykle po problemie. Freegate, którego 3 lata temu używałem przestał działać. 4) Nie polecam, ale co kto lubi.. :) Pozdr!

One thought on “Wakacje w chińskim PKS-ie. Z dystansu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s