Złodziej dusz Tybetu

Nigdy nie miałem śmiałości… Serio! To był dla mnie zawsze wielki problem podczas wszelkich wojaży. Podejść do kogoś, wycelować i „strzelić”, ot tak. Zwykle starałem się ukradkiem, stojąc gdzieś z boku, czasem za plecami. Albo „na ślepo”, bez pedantycznego wpatrywania się w wizjer, mając aparat niedbale zwieszony na szyi. Czasem czułem, że ten Ktoś będzie zły. Odpuszczałem. Czasem było łatwiej. Gdy z tym Kimś udało się nawiązać kontakt, choćby wzrokowy, można było nieśmiało (i często na migi) przedstawić swój niecny plan. Tak było najlepiej. Zwykle pojawiał się uśmiech. I już nie czułem się złodziejem ;)

Wystarczy tego grafomaństwa :D Zapraszam do galerii. Serdecznie!

Ps. U mnie już „home, sweet home”, dosłownie :) Miało być tym razem trochę więcej o „pętli”, którą popełniliśmy. Będzie! Ale najpierw muszę myśli zebrać, co by (prawie) samych „gorzkich żali” na Syczuan i Yunnan nie wylewać. Choć bez sznurka, to nie było tak źle :) Wszak to ludzie są najważniejsi. Bezsprzecznie!

Pozdr!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s