RPA na koniec, czyli milion myśli w mojej głowie

Cóż, kolejna wycieczka dobiegła końca. Siedzę właśnie na pokładzie samolotu do Lądka (a wpis kończę już w umiłowanych, śródmiejskich rewirach z domieszką żoliborskiej zieleni). British Airways tym razem pozytywnie zaskakuje (nówka sztuka dwupoziomowy Airbus A380), hiszpańskie wino już lekko szumi w głowie (tu nie ma zaskoczenia, zawsze zacne), a ja rozmyślam… i spokoju mi nie daje to RPA. Bardzo intrygujący kraj. O, to chyba całkiem trafnie dobrane słowo! Że niebanalny, nieprzeciętnie piękny i nie do końca normalny, o tym już wspominałem, ale może warto jeszcze raz zebrać myśli po pięciu tygodniach w krainie tęczy i skrobnąć coś na do widzenia. Napisać o wspinaniu rzecz jasna, acz tyci ;) O ludziach, których tam spotkaliśmy. O tym jak im się żyje w Południowej Afryce, jak widzą ten kraj, a jak my go odebraliśmy. O bezpieczeństwie wypadałoby też wspomnieć, no i o trudnej historii, której piętno cały czas jest mocno odciśnięte…

P7244981-0

To może zacznę najbanalniej, od wspinania :) ale o tym chyba będzie najkrócej. Wiem, wiem, niektórzy powiedzą, że bluźnię tym ‘najbanalniej’, ale co zrobić. Tym razem inne ‘walory’ zaprzątały moją głowę równie mocno jak przechwyty, a to już baaardzo dużo, oj wierzcie mi. Tym niemniej niczego odmówić wspinaniu w Południowej Afryce nie można. Ba! Co ja pisze?! Co by nie było niedomówień, wyrażę się bardziej dosadnie: wspin tutaj to czysta przyjemność, creme de la creme, wisienka na torcie i zdecydowanie jedno z najlepszych miejsc do związania się sznurkiem jakie miałem przyjemność odwiedzić. Piękne, długie, na ogół bardzo techniczne (Umgeni) i ciekawe drogi w całkiem ładnych okolicznościach przyrody i na obłędnie pomarańczowych ścianach (Boven). Na ogół piony, a na nich ‘festiwal’ krawądek i nieustający ‘taniec’ nogami. Ale spokojnie, dla koneserów terenu, który odpowiednio ‘kładzie się na przeciwnika’ (czytaj: przewieszenia) też się znajdzie sporo zacnych linii. Byle czego tu nie obijają. I nawet (a może właśnie) te łatwiejsze drogi dawały obłędnie dużo radości. Dawno już tak nie miałem. Czysta radość z przechwytu. Cóż, nic dodać, nic ująć, szczerze polecam. Nie będziecie zawiedzeni.

Wspinanie ‘odhaczone’, to może o tych okolicznościach przyrody? Ale aż się boję pisać te ‘achy’ i ‘ochy’, bo pomyślicie, że coś do pokładowego wina dodają i wszystko przez różowe okulary widzę :) Piękny, całkiem górzysty kraj, niesamowita przyroda. Owszem, gromadkę małp też można uświadczyć w Azji, ale np. takie stado zebr w odległości kilku metrów od werandy na której rano pijesz kawę… bezcenne. I te przestrzenie pełne wypalonych słońcem (i nie tylko), pomarańczowych traw ciągnące się po horyzont. A wszystko dzień w dzień skąpane w zimowym, afrykańskim słońcu, eh… dla mnie bajka. W myśl chińskiego przysłowia ‘jeden obraz – tysiąc słów’, wspomogę się tradycyjnie fotkami. Będzie łatwiej :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No i coś co chyba najbardziej nie daje mi spokoju – trudna historia tego kraju, jego mieszkańcy obu kolorów skóry i ich wzajemne relacje 20 lat po upadku apartheidu. Wypadałoby też jednym tchem wspomnieć o ogromnych dysproporcjach społecznych i kwestiach bezpieczeństwa. Wszystko to łączy się i przeplata, choć chyba nie jest to czasem takie oczywiste wbrew pozorom (np. czarnoskóry nie zawsze jest biedny, a walka z apartheidem nie była synonimem walki z białymi). Aby lepiej to zrozumieć warto jak zawszę trochę poczytać, może jakiś film obejrzeć , no i oczywiście warto rozmawiać :) Ale po kolei.

Najlepiej chyba zacząć najprościej, od początku. Pan Korespondent Kapuściński w książce „Wojna futbolowa” popełnił krótki, acz treściwi rozdział: „Będziemy pławić konie we krwi”. Tytuł, hmm… nie jest raczej przypadkowy i w pewien sposób charakteryzuje fanatyzm i zaciętość ludzi, którzy tworzyli ten kraj. Kapuściński barwnie opisuje kolejne etapy tworzenia się narodu afrykanerów, ich republiki i nacjonalizmu. Pojawienie się pierwszych osadników, głównie Holendrów (z domieszką Francuzów i Niemców) można powiedzieć, że było spontaniczne. Samo królestwo holenderskie nie było jakoś wybitnie zainteresowane tymi terytoriami ze względu na brak surowców. Osadnicy żyli w odosobnieniu, każdy na swojej wielkiej farmie. Każdy był sobie panem. Później wszystko się zmienia. Okazuje się, że czerwona ziemia skrywa jednak skarby – całkiem spore złoża złota i diamentów. Przybywają Brytyjczycy (ci od zawsze wiedzieli jak robić ,biznesy’ na świecie), wojna z afrykanerami i w końcu kompromis – utworzenie wspólnego państwa. Jak je ładnie określa autor: połączenie fanatyzmu i nacjonalizmu afrykanera z kapitałem i porządkiem brytyjskim. A i dodatkowo religia odegrała swoją rolę. Afrykanerzy mieli własny odłam kalwinizmu i wiele potrafili sobie wytłumaczyć biblią. Np. taki dogmat o predestynacji – człowiek rodzi się od razu ‘panem’, albo ‘sługą’ – idealnie im pasował… I tak w skrócie tworzy się naród afrykanerów, a później ich nacjonalistyczna partia, która w 1948 obejmuje władzę i ustanawia niesławny system apartheidu.

A jak ów system upadł? Oczywiście dzięki odważnym ludziom, oczywiście w zdecydowanej większości czarnoskórym, ale nie tylko. Tu z pomocą zrozumienia dalszych kolei losu tego kraju przyszła mi świetna książka: „Słuszny opór. Konstruktorzy bomb, rebelianci i legendarny proces o zdradę stanu”. Autorem jest Peter Harris, biały (!) adwokat, który bronił czarnoskórych więźniów politycznych w tych mrocznych czasach. Jest to opis słynnego procesu sądowego czwórki czarnoskórych żołnierzy ANC (Afrykański Kongres Narodowy), którzy walczyli z apartheidem dokonując zamachów zbrojnych. Autor przytacza historię każdego z oskarżonych. Opisuje genezę ich buntu, który rodził się z poczucia ogromnej niesprawiedliwości, nierównego i często bardzo brutalnego traktowania przez białych. Dalej dowiadujemy się jak tworzyło się i działało ANC (bardzo profesjonalnie), najpierw legalnie, a później w podziemiu i na uchodźstwie, o brutalnej walce obu stron, okupacji Soweto po zamieszkach w 1976 i w końcu o ‘odwilży’ politycznej na początku lat 90-tych. Taka jedna ciekawostka – kilkukrotnie w książce było podkreślone, że była to walka z reżimem ówczesnego rządu RPA, a nie walka czarnych z białymi. ANC było wspierane przez cześć białych mieszkańców kraju, otrzymywało pieniądze i uzbrojenie np. z lewicujących organizacji w Szwecji, a niektóre wyroki śmierci były wydawane na czarnoskórych ‘pomagierów’ aparatu policji, którzy niechlubnie wyróżniali się brutalnością. Smutna historia, świetna książka.

Mandela Superstar

A jak ktoś nie ma ochoty i czasu na książki, a chciałby trochę poczuć ‘klimat’ historii RPA? Zawsze można zasiąść przed ekran i obejrzeć film, np. „Safarina” z Whoopi Goldberg (pamiętacie Uciekającą zakonnicę? :) ). Musical, który z początku wydał mi się… trochę tandetny, ale summa summarum nie był wcale taki zły. Opowiada o zamieszkach młodzieży szkolnej w 1976 roku w Soweto – niektórzy twierdzą, że to był początek końca systemu segregacji rasowej. Porównując scenografię filmu z tym co widzieliśmy w muzeum apartheidu stwierdzam, że film całkiem dobrze oddaje klimat tamtych lat – townshipy z ‘pudełkowymi’ domkami, opancerzone wozy bojowe, żołnierze z psami i czarnoskóra, rozśpiewana młodzież. Tak, tak, „Safarina” to musical nie bez powodu. Miałem okazję zobaczyć fragmenty filmów dokumentalnych, w których uwieczniono protesty z tamtych lat: tłumy ludzi z transparentami – śpiewający i tańczący. Zupełnie inne obrazy od tych z Polski lat 80-tych.

No i wyszło mi takie całkiem chyba niemałe, książkowo-filmowe wprowadzenie do historii RPA :) Fakt, dobrze odrobić taką ‘pracę domową’, ale jak dla mnie najcenniejsze są zawsze rozmowy z ludźmi, którzy tam żyją. Niestety nie miałem okazji porozmawiać jakoś dłużej z żadnym czarnoskórym, choć właściwie wszyscy byli bardzo pozytywnie do nas, turystów, nastawieni. Za to wśród białych trafiły się mocno odmienne poglądy na temat historii RPA. Przytoczę dwie rozmowy.

Rozmowa na tarasie z Peterem w Boven (ok 30 lat, wspinacz, dredy na głowie, nauczyciel angielskiego, obecnie z Cape Town).

Zapytałem wprost: „Co myślisz o apartheidzie”? Cisza. Naprawdę długo milczał… po czym (ważąc każde słowo) zaczął od tego, że był dzieckiem, mało pamięta… „ale w jednym zdaniu – to było złe”. I dalej, jakby trochę usprawiedliwiając się, dodał że ludzie sami w 92 r. głosowali w referendum (wtedy jeszcze sami biali, ok 20% ludności RPA) i znieśli ten system. Na karcie do głosowania było tylko jedno pytanie „Czy jesteś za zniesieniem apartheidu?” I większość odpowiedziała „tak”. Później w 94 r. wybory (już wszyscy mogli głosować) i ANC wygrało. Mandela został prezydentem. ANC (jak to każdy rząd i polityk) wiele naobiecywali – każdy będzie miał swój dom (dostanie!), darmowa edukacja i służba zdrowia itd.. ale oczywiście ciężko spełnić tak hojne obietnice i ludzie obecnie są bardzo rozczarowani.

„Czy, jako biały, spotkałeś się z nienawiścią ze strony czarnych?” – mówił, że jest jakiś mały odsetek (szacuje na +/- 20%) czarnych, którzy są bardzo uprzedzeni do białych, ale to nadal zdecydowana mniejszość. Dalej zeszło na bezpieczeństwo, niestety istotny tu temat. Drobne kradzieże są wszędzie na świecie, ale tu dużo brutalnych rozbojów. Jego zdaniem nie wynika to wcale z biedy, ale podejścia/mentalności ludzi . Zaznaczył, że ciężko to oczywiście tak prosto wytłumaczyć, więc najłatwiej będzie na przykładzie. Zaczął od tego, że np. w Nepalu, Chinach czy Tajlandii też są skrajnie biedni ludzie, a jest bezpiecznie. Całkiem słuszna uwaga, pomyślałem. Ale tu na przykład niewyedukowani rodzice postrzegają drobne kradzieże jako przejaw zaradności dziecka, a nie coś złego. No i nie wie do końca z czego to wynika, ale wydaje mu się, że życie ludzkie ma tu małą wartość…

„Czy naprawdę Johannesburg to tak niebezpieczne miejsce?” (widzieliśmy np. znaki drogowe „Hijack Hotspot”, a w GPS’ie pojawiał się „Crime Alert”…). Peter zaśmiał się na to pytanie, sprecyzował, że dokładnie to pochodzi z Pretorii obok Joburg’a i ogólnie „nie jest tak źle”. Po czym dodał, że nie jest też niestety normalnie i np. w poniedziałek próbowano go obrabować (a był bodajże czwartek). Pokazał nam szramę od noża na dłoni. ‘Pamiątkę’ zostawił po sobie uliczny sprzedawca ładowarek do telefonów, który widocznie bardzo się zdenerwował, że Peter nie chciał wspomóc jego małego biznesu, a trzy razy był o to proszony…

Na zakończenie naszej rozmowy Peter dodał, że martwi go bardzo częsta postawa czarnych – „ja nie mam nic, ty jesteś bogaty, więc oddaj mi część swojego majątku, bo zasługuję na to tak samo jak ty”. Tak po prostu. Ale wie, że zmiany to proces długotrwały i jego zdaniem idzie ku dobremu.

I drugi rozmówca – Jan (ok 45 lat, właściciel małego biznesu w Pretorii). Zaczyna od tego, że kocha ten piękny kraj i nie chce się wynieść, choć dookoła otacza go przemoc. Np. wczoraj w nocy był napad na dom sąsiada. Mają straż sąsiedzką, łączność za pomocą krótkofalówek i trzymają broń w domu, ale nie czują się bezpiecznie. Może gdyby mieszkał na zamkniętym, strzeżonym osiedlu… ale jego dom jest tu.

Irytuje go bardzo, że teraz w mediach tematem nr 1 jest brutalne porwanie auta z małym, czarnoskórym dzieckiem, a jego znajomy (biały) miał 7 ran postrzałowych po napadzie i w żadnej gazecie nie było nawet wzmianki o tym. Uważa, że media i policja skupiają się teraz wyłącznie na aktach przemocy wobec czarnych, ale przyznaje, że przestępcy nie zwracają już uwagi na kolor skóry. Niedawno jego czarnoskóry pracownik (mechanik) wziął pożyczkę w banku. Było to w środku dnia więc wrócił do pracy. Po chwili trzech bandytów z pistoletami wtargnęło na teren firmy i obrabowało go… Wzdycha i podkreśla, że to mimo wszystko piękny kraj.

Idziemy na wspólną kolację do knajpki nieopodal jego domu. Zaczynam temat apartheidu, choć czuję, że to grząski grunt. Jan mówi, że to może będzie dziwne porównanie, ale zawsze je przytacza. Jego luba, przemiła Holenderka z przedziwnym imieniem nie do zapamiętania, kręci tylko głową… Mój rozmówca zaczyna słowami „Marcin, wyobraź sobie, że przylatuje na Ziemię cywilizacja bardzo zaawansowanych w technice i nauce kosmitów…” I dalej, że to dwa światy i nie moglibyśmy z nimi razem mieszkać, egzystować, chodzić do tych samych szkół itd. I tak samo było wg niego z białymi i czarnymi. „Musieli żyć osobno, to było nieuniknione. To są inne geny”…

Gdy byliśmy w drodze powrotnej na lotnisko trudny temat sam powrócił. Jan przeprosił nas za przedstawianie ‘brutalnej prawdy’. Wie, że pewnie postrzegamy go jako rasistę, ale czuje się w obowiązku mówić wprost o uprzedzeniach wobec czarnych, bo pewnie nikt nie miał odwagi wypowiadać się na ten temat. Żyje z czarnymi ‚od zawsze’ i ma inne doświadczenia niż my, turyści. Wie, że nie wszystko było dobre w tamtych czasach. Wie, że dużo bezsensownej przemocy było po obu stronach, ale jego zdaniem prawda leży jak zwykle gdzieś po środku. I stawianie znaku równości między białym, a złym w czasach apartheidu jest jego zdaniem bardzo niesprawiedliwe. Nie przekonał mnie, nie wdawałem się w dyskusję, milczałem.

tłumienie protestu... kobiet (zdjęcie z muzeum apartheidu)

No i wyszło jakoś tak smutno na koniec, może niepotrzebnie, ale mimo wszystko mam nadzieję, że warto było poruszyć ten temat i ktoś dotarł aż tu :) A tak całościowo… napiszę to jeszcze raz – RPA TO NIESAMOWITY KRAJ! Przybywajcie i oceńcie sami. Niezależnie czy stawiacie na wspinanie, podróżowanie czy poznawanie trudnej historii, nie zawiedziecie się. A ja zawieszam póki co działalność blogera e-kshibicjonisty, zapraszam do subskrybcji via email i dziękuję pięknie za ponad 75 tyś wejść (aż chce się pisać! ;)). Cóż… do następnej wycieczki! Oby niebawem ;)

Ukłony, M.

3 thoughts on “RPA na koniec, czyli milion myśli w mojej głowie

    • Dzięki Prezesie ;) Pojechać zdecydowanie warto. Zwykle podróżowanie po świecie z liną w worku kończy się konkluzją, że najlepsze wspinanie to jest jednak w Katalonii czy Labaku. A w RPA… i ładnie, i exotiko, i wspin zacny. Unikalna kombinacja. Pozdro z banicji, ale wracam niebawem ;)

  1. Pingback: Milion myśli w mojej głowie… – komentarz do artykułu Wspin Dookoła o RPA | Blondynka w Krainie Tęczy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s