Drakensberg i draki

Układając wycieczki plan do RPA w wielu miejscach natknęliśmy się na wzmianki o górach Drakensberg, czyli na nasze Góry Smocze. Że piękne, że malownicze, że całkiem spore, że ogólnie warto zajrzeć ;) Smoków nie widzieliśmy, ale co do widoków faktycznie nie kłamali:

Ale zanim tam dotarliśmy to już pierwsze małe ‘draki’ miały miejsce. Że gdy składaliśmy namiot wynosząc się z okolic Durbanu był akurat ten statystycznie jeden dzień w miesiącu z opadami… chyba wspominać nie warto. Jak to mawiał na studiach mój profesor od statystyki: „prawdopodobieństwo małe, to i złośliwe”. Sprawdza się. Po szybkim i dżdżystym pakowaniu plan był piękny – wg GPS’a ok 3h jazdy i jesteśmy w naszej kolejnej noclegowni z widokiem na Amphitheater – przeszło pięciokilometrowy mur skalny na terenie Royal Natal National Park. Taki był plan, a życie swoje…  Podążając za nawigacją zjechaliśmy z autostrady (tak, tak, mają naprawdę dobre), przejechaliśmy przez jakieś mniejsze, normalnie wyglądają miejscowości. Wszystko się +/- zgadzało. Później minęliśmy trochę przestrzeni niezaludnionych – to też się tu zdarza – i wjechaliśmy na ‘trochę’ gorsze drogi. Pojawiły się pierwsze małe osiedla skromnie (eufemizm) wyglądających domków, a później było już tylko gorzej. Widok domów skleconych z gliny, patyków i wszelkiej maści śmieci ciągnął się po horyzont. Wielka plansza informująca, że te dwa baraki za drutami kolczastymi to ‘klinika’ dla chorych na HIV/AIDS. No i to zdziwienie rysujące się na twarzach mieszkańców ‘township’ widzących dwie białe twarze w starym golfie… Aneczka była przerażona, ja natomiast z zaciekawieniem i smutkiem przyglądałem się okolicom, acz kciuki zaciskałem co by to „małe prawdopodobieństwo” nie odezwało się akurat teraz i nie zmusiło nas do np. wymiany opony przebitej przez kamienie. Taka mała lekcja-przypomnienie, że to jednak nie jest do końca normalny kraj.

Po ponownym sprawdzeniu koordynatów w naszym GPSie, a dokładniej formatu w jakim je wpisaliśmy, dotarliśmy już bez większych przygód na miejsce. Hostel faktycznie przepięknie położony, dosłownie po środku niczego :) Klika niepozornie wyglądających zabudowań przy szosie. Za to w środku ‘full service’ – sklepik z pamiątkami, basen, duży bar niczym w Tajlandii, a obok baru… jacuzzi! No i ci dzielni backpecker’si z UK i okolic dzielnie czekający do godziny 18, aby móc zacząć codzienny rytuał upijania się do nieprzytomności i wskakiwania o północy do basenu na zewnątrz (a dość rześko nocami było, zdecydowanie bliżej zera niż + 25 stopni). Chwała dzielnym podróżnikom!

Z nocnych atrakcji hostelu jakoś nie mieliśmy ochoty korzystać, za to z chęcią przystaliśmy na propozycję zorganizowanej wycieczki w, wydawałoby się, nieodległe góry. Mieliśmy już dość błądzenia, szukania dróg i opracowywania wszelakiej ‘logistyki’. Tu trzeba tylko było pojawić się z rana na recepcji, uiścić akceptowalną kwotę lokalnej waluty i podążać za naszym przewodnikiem, który najpierw zawiezie nas na miejsce, a później wprowadzi na wierzch Amfiteatru – trzytysięczny Sentinel Peak. Ba! Kanapki w cenie! To była miła odmiana. O nic się nie martwiliśmy. Nie trzeba było też lawirować 2h między dziurami na drodze. Pełen relax, raczej delikatne podejścia i czas na podziwianie naprawdę pięknych widoków.

Następny dzień miał być bez niespodzianek, ale ten złośliwy rachunek prawdopodobieństwa zrobił swoje… :) Wieczorem mieliśmy odebrać kolegę Silnego Tomasza z kolegą Suszim z lotniska w JNB. Niestety nasz krajowy przewoźnik nie dał rady dotrzeć na czas i Koledzy zaliczyli całodniowe ‘czuwanie’ w Amsterdamie. Wyskoczyli na miasto, nie narzekali :) My natomiast dostawszy od Nich smsa, że będą jednak rano musieliśmy jakoś się przeorganizować z naszym perfekcyjnym planem… Opcje były dwie: szukać noclegu w okolicach lotniska, albo zostać tu i mieć pobudkę o 3 w nocy… Plan B był słaby (patrz wcześniejszy opis typowego gościa tegoż hostelu), plan A okazał się trudny w realizacji – wg netu jedyny hostel który mógł nas przyjąć jeszcze tego samego wieczora był ‘Soweto Backpackers’, a tam nie chcieliśmy się zapuszczać (patrz: wpis nr 2 o RPA). Na całe szczęście z pomocą przyszedł nam po raz kolejny Iain – właściciel wypożyczalni z której braliśmy auto. Po krótkim telefonie do niego mieliśmy zaklepany wygodny nocleg w Pretorii, szklanę wina na powitanie i miłą kolację w knajpie nieopodal jego domu. THANKS IAIN! :)

A rano? Kolejna draka! Silni Koledzy pojawili się, acz bez bagaży. Ach to prawdopodobieństwo… Ale o tym i o Waterval Boven następnym razem, a tymczasem zapraszam do galerii z Gór Smoczych – pięknie tam! Pozdr!

2 thoughts on “Drakensberg i draki

  1. Przypadkowo znalazłam tego ciekawego bloga. Podobają mi się zdjęcia, z Gór Smoczych najbardziej, chociaż wszystkie są super. Góry Smocze mają coś w sobie, nie mogę do końca tego wytłumaczyć. Też uwielbiam piesze wycieczki po Górach Smoczych. Cieszę się że zauważyliście że RPA to nie jest normalny kraj. Jeśli to był by normalny kraj, nikt nie chciał by tutaj przyjechać.
    To kraj bardzo unikalny pod każdym względem, czyli nie jest normalny.
    Dlatego uwielbiam RPA, jakby nie było, to zacofana i uboga Afryka z powodu apartheidu. Co dziwne, nawet nie tęsknię już za normalnym światem jak Polska. Przyzwyczaiłam się do życia w Afryce. Może Was to dziwi, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. Nie tęsknię już za polskimi aglomeracjami, polskimi autostradami, za nowoczesnymi centrami handlowymi i przepychem. Mnie odpowiada RPA dzięki tej prostocie. Marzę o akcji zbiórki funduszy na poprawę życia Afrykańczyków w RPA. Trochę mi szkoda że ci ludzie żyją w takiej nędzy. Rząd RPA nic nie robi dla biednych. Zuma wydał setki milionów na swój dom i o dziwo, wygrał wybory i dalej jest prezydentem. To jest właśnie, dlaczego RPA to nienormalny kraj.

    • Dziękuję za komentarz! Faktycznie, RPA to nietuzinkowy kraj. Dużo kontrastów… ale przepiękny! Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s