Kambodża na weekend

To była ekspresowa wizyta – Kambodża w 2 dni! Zdecydowanie nie za wiele czasu, ale i tak wyszło super, bo dzięki Air Asia wydłużyliśmy w niej wizytę o całe 100%!  Brzmi wręcz imponująco, a w praktyce oznaczało dwa dni zamiast jednego, ale zawsze ;) Dwie doby podróży lądem z Krabi do Siem Reap wymienione na dwa loty, łącznie w pięć godzin – duuuży plus! Ale były też „plusy ujemne”… niejako do kompletu moje dwie pozostałe kart bankowe zostały zablokowane (pierwszą „zjadł” mi bankomat w Laosie), bo transakcja zakupu biletów lotniczych kartą kredytową wydała się niesamowicie podejrzana mojemu bankowi, a i na wszelki wypadek karta debetowa też została zablokowana… (pozdrawiam „serdecznie” bank DnB Nord). Cóż… i jak tu nie mieć schowanych kilku dolarów (w myśl zawsze aktualnego hasła „cash is the king”), albo zasobnego w działające „plastiki” współtowarzysza niedoli? Na całe szczęście dalszą część wycieczki sponsorowały karty Anny – tak to ja mogę podróżować ;) Ale po kolei…

 Do Siem Reap przybywają ogromne ilości turystów z całego świata aby zobaczyć kompleks słynnych świątyń Angkor, w tym Angkor Wat. Jest ich naprawdę dużo (chyba więcej niż „-naście”), są dość leciwe (część ma ponad tysiąc lat), na dość dużym obszarze rozmieszczone (prawie 200 hektarów) i… naprawdę robią wrażenie! Nie bez powodu TO TU kręcono film TOMB RAIDER narażając ANGELINĘ JOLIE PC032272b na kontakt z ziemią khmerską i jej ukrytymi „skarbami” – minami przeciwpiechotnymi! Żartów nie ma, ponoć nadal najbardziej zaminowany kraj na świecie. Nawet w przewodniku Lonely Planet stoi napisane, aby nie schodzić z utartych, turystycznych ścieżek… Nam głupoty nie były w głowie i grzecznie podążaliśmy za tłumem turystów, dosłownie… I w tym cały problem (przynajmniej dla mnie), bo o ile zobaczyć świątynie Angkor naprawdę było warto, to ta cała masa ludzi dookoła dość mocno psuła ogromną część frajdy… Ale wyobraźcie sobie co musieli czuć pierwsi podróżnicy/archeolodzy, którzy odkrywali to miejsce! Indiana Jones + Tomb Raider, a wszystko co najmniej do sześcianu! ;)

PC021932b

Ogrom entuzjastów prastarych świątyń tak mocno dał się we znaki, że po jednym dniu obajzdówki tuk – tukiem po Angkor Wat stwierdziliśmy zgodnie – wystarczy. Czas zobaczyć coś innego. Może trochę mniej turystyczną i bardziej prawdziwą Kambodżę. No ale dużego wyboru w okolicy nie było i padło na „floating village”, czyli na nasze taką „pływającą wioskę”. Też na swój sposób atrakcja turystyczna, ale już zdecydowanie nie tak popularna i zatłoczona. I to był „strzał w dziesiątkę”! Wynajmujesz łódź, płyniesz ok 40 min kanałem/rzeką do brzegów sporego jeziora (Tonle Sap, największe w Azji południowo-wschodniej) i docierasz do wioski Chong Khneas, która w całości zbudowana jest na wodzie. Może nazwa jest trochę myląca, bo i wioska nie pływa dosłownie, a domy stoją twardo na palach, ale całość robi niesamowite wrażenie.

PC032213b

Płyniesz „ulicą” między rzędami domów, podglądasz mieszkańców wykonujących swoje codzienne zajęcia, dzieci bawiące się na małych łodziach, szkołę i posterunek policji, i wszystko na wodzie – inny świat… Niesamowite miejsce! Taka powiedzmy „Wenecja Azji”, acz nieporównywalnie bardziej skromna…

No i na koniec „weekendowego wypadu” zostało oglądanie Siem Reap. Samo miasto, hmm… chyba niewiele ma wspólnego z tą prawdziwą Kambodżą… Co drugi budynek to hotel albo sklep/knajpa pod gusta turystów. Można przekąsić burgera, francuską bagietkę, albo schłodzić się niemieckim PaulaneremPC032287b W bankomatach i na metkach króluje amerykański dolar (acz to może się tyczyć całego kraju Khmerów). Za to z lokalnych wyrobów można było przebierać w galanterii skórzanej, z… krokodyli… Ja jednak pozostałem przy testach lokalnych, złocistych trunków Angkor i Cambodnia Beer… oblecą ;) A na zupełny „deser” testowaliśmy „fish massage” – o niebiosa, ale łaskoczą w stopy te rybki! :D

I cóż… Dwa dni minęły i trzeba było wracać. Dość wygodny autobus, po drodze migawki z życia tej chyba prawdziwszej i bardzo ubogo wyglądającej Kambodży… Granica z Tajlandią w Poipet. Upał, smród, kurz, tłum ludzi, motorów i ciężarówek -iście azjatycki harmider, ale ma to swój urok ;) Osiem godzin minęło i ponownie przywitał nas Bangkok. Cały wystrojony z okazji nadchodzących urodzin Króla, jeszcze bardziej zakorkowany i ponoć nie do końca teraz bezpieczny z racji trwających zamieszek antyrządowych, ale o tym niebawem!

Ps. A my już w Katarze, czekamy na lot do ponoć mroźnej Polski. Czas na krio-terapię, możliwe, że szokową ;) Pozdr!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s