Czy Tonsai to raj ?

Oto jest pytanie! Tonsai to taka plaża-zatoka (nie wiem jak to lepiej opisać) znajdująca się na południu Tajlandii, nieopodal Krabi. Choć nie jest to wyspa to dostać się tu można z Ao-Nang wyłącznie łodzią, gdyż od strony lądu skrzętnie ją oddzielają spore pagóry, no i dżungla.. Ale jak już tu dopłyniemy to jest szansa na całkiem zacne widoki…

PB181164b

Rajskie plaże niczym z reklamy Bounty – są! Palmy, kokosy, małpy i inne dziwne stwory – obecne! Uśmiechnięci i egzotycznie dla nas wyglądający rdzenni mieszkańcy tych okolicy – a jakże! Przepyszne i nie mniej egzotyczne smakołyki lokalnej kuchni (np. krewetki wielkości dwóch pięści) – oooj tak! No i „na deser” pewnie jakieś  kilkaset różnorodnych, jedno- i wielowyciągowych  dróg wspinaczkowych zapraszających śmiałków ze sznurkiem w porze europejskiej, zimowej pluchy… Brzmi jak raj??? No chyba brzmi! Kraina szczęśliwości ludzi nadużywających magnezji? Wspinaczkowa Arkadia? A to zależy… czyli jak zawsze ;)

Tonsai to dość specyficzne i bardzo znane w półświatku wspinaczkowym miejsce. Zimową porą ściągają tu rzesze wspinaczy z całego świata. Jest ich sporo i to oni są tu najczęstszymi gośćmi (co nie znaczy, że pod drogami tworzą się kolejki…). Poza nimi jest też całkiem spora grupa „hippisów naszych czasów”, czy jak ich tam nazwać. Bardzo „uduchowieni”, trochę zagubieni, zawsze uśmiechnięci, no i opaleni ;) Często też zachodzi iloczyn logiczny obu zbiorów (powtórka z podstawówki kłania się) a jego wynikiem są baaardzo beztroscy wspinacze, często przeprowadzający nawadnianie już w trakcie asekuracji (wiem, wiem Kliki… nic złego ;)), często dość słabo skoncentrowani na tejże asekuracji… Acz po kwadransie pod skałą łatwo ich rozpoznać, więc wybór należy do Ciebie ;) Jest też grupa raczej nielicznych „normalnych turystów”. Normalnych, czyli powiedzmy takich co to przybyli w te okolice aby poleżeć na plaż za dnia, a wieczorową porą np. potupać (mniej, bądź bardziej rytmicznie) nóżką. Raczej w mniejszości na Tonsai, bo i zakwaterowanie pewnie nie w takim standardzie (dość proste w konstrukcji bungalowy), a i bary bardziej „uduchowione”. Za to w nieodległej okolicy bez problemu znajdziemy takie oazy turystów przez duże „T”– Railey Beach, czy wyspa Phi Phi, nie wspominając o Phuket.

Czyli już coś więcej wiadomo o częstych bywalcach tego prawdopodobnego raju – zdecydowanie nie są to same anioły ;) Ale może uświadczymy tu „nieba w gębie”? Tu nie mam wątpliwości – bezapelacyjnie TAK! Nie ma co się rozpisywać, trzeba spróbować! Polecam taki zestaw: na śniadanie – sticky rice with mango, później np. jakiś orzeźwiający coconut shake w egzotycznie wyglądającej łupinie prawdziwego kokosa + pad thai (lokalne zasmażane kluski z orzechami), a wieczorową porą warto przyjrzeć się BBQ menu jednej z wielu knajp serwujących lokalne owoce morza. A! byłbym zapomniał o najświeższym odkryciu – massaman, np. z kurczakiem – przepyszna, lekko koksowa zupka. Natomiast dla tych, którym eksperymenty kulinarne już się znudziły, zawsze pozostaje szeroki wybór burgerów pod każdą postacią + oczywiście frytki! Prawie jak w Maczku ;)

PB201272b

No i chyba wypadałoby wspomnieć o całym tym wspinaniu… Jest go dużo, to na pewno. Znajdzie się coś zarówno dla koneserów porządnych przewieszeń, jak i pionowych ścian. Są sektory pod które trzeba podpłynąć, są takie do których dojdziemy w kilkanaście minut, ale jest też Tonsai Roof, gdzie możemy asekurować dosłownie z baru! Freedom baru ;) PB181122b I krótsze drogi, i dłuższe, i DWS. Jest „dość” ślisko, ale cóż to dla dzielnych rycerzy jury krakowsko-częstochowskiej! Co do asekuracji – drogi na ogół bardzo dobrze obite i w dużej części przy użyciu tytanowych boltów, a to dość ważne przy tutejszym klimacie… No i właśnie, tutejsza pogoda… Podobno najlepszy czas na wspin to okres od listopada do końca lutego. Temperatury? W okolicy +30, w cieniu… A wilgoć? Też dość konkretna… Co summa summarum nie daje najlepszego „warunu”… Może przesadzam, może akurat trafiłem na taką niesprzyjającą „sytym” przechwytom pogodę, ale mnie się już zamarzyła puchowa kurtka do asekuracji… A cała reszta tegoż raju? Jak zawsze, co kto lubi ;)

2 thoughts on “Czy Tonsai to raj ?

  1. W Łodzi pierwszy śnieg. Bardzo urokliwie. Nie mówiłem siedzieć na tyłku i spokojnie czekać na Dziadka Mroza? A nie jakieś tam pijawki i skalne pająki…

    • mówią, że człek cały żywot się uczy… ale mimo wszystko całkiem tu obleci ;) pozdrawiamy Pana Kierownika! najaktywniejszy komentator wspinu dookoła jednej planety – żółta koszulka 4U ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s