Zakochałem się!

Przeszło tydzień temu rozdzieliliśmy się z Piotrkiem. On powrócił na stary kontynent, a ja przeniosłem się do chyba najbardziej znanego spotu wspinaczkowego w Chinach – Yangshuo. Miejsce tym bardziej znane, bo lokalny pejzaż z tzw. „karst towers” został uwieczniony na banknocie 20 juanów, to i chyba pół Chin chce tam spędzać wakacje. No i co zrobić… Yangshuo uwiodło moje serce w kilka dni :) Połączenie wybornego wspinania, naprawdę pięknych widoków i fajnego „night city life” rodem z Ibizy, takiej trochę chińskiej :) Ale po kolei…

Na miejsce dotarłem po ok 30h od wybycia z Getu i znalazłem chwilową oazę w hostelu jednego z celebrytów wspinaczkowych Państwa Środka, niejakiego Abonda. Było całkiem fajnie, bo poranną kawkę wypiłem w towarzystwie naszego lokalnego celebryty – Adasia „Tytanowa Śruba” Pustelnika!

Taki On sławny, że i jego fotki w barach na całym świecie można znaleźć (pozdr Byk!). Ale coś było jednak nie tak… nie było wspinaczy, a być mieli!? Na szczęście z pomocą bardzo przydatnego w podróży Couch Surfingu już pierwszego dnia udało mi się umówić na wieczór z jedną z osiadłych tu na dłużej „białych twarzy” – Morgan. Od razu w „pakiecie powitalnym” poznałem inne zagubione tutaj dusze wspinaczkowe, kilka najlepszych barów (polecam Rusty Bolt i MoJo), dowiedziałem gdzie warto się wspinać, co robić w dni restowe i gdzie spać (zdecydowanie Climbers Inn). A do tego najważniejsze – miałem z kim się związać liną następnego dnia.  Spędziłem 2 dni w bardzo fajnym Lep Phi Shan, 2 dni pojeździłem po okolicy na wynajętym rowerze i umówiłem się na następny wspin na Moon Hill’u.

A sam Moon Hill to już osobny rozdział. Łuk skalny zdecydowanie mniejszych rozmiarów od Greate Arch w Getu, ale ma to „coś” w sobie. W 1972 r. odwiedził to miejsce na zaproszenie przewodniczącego Mao ówczesny prezydent USA, Nixon.  Sama wizyta musiała zainspirować nowe pokolenia alpinistów zza wielkiej wody i w ten oto sposób na początku lat 90 przybył Todd Skinner i obił pierwsze drogi na tej wizytówce rejonu.  Łuk zacnie wyglądający, to i trzeba się było wybrać. W hostelu spotkałem dwóch wesołych wspinaczy zza naszej południowej granicy oraz entuzjastkę rodzimych Tatr – Kamilę. Peter i Vicia przygarnęli jeszcze mieszkankę Pekinu i zrobiła się całkiem wesoła gromadka. Najpierw stwierdziliśmy, że nie będziemy płacić za wejście i byliśmy „lost in bamboo”, ale udało się i dotarliśmy na górę. Łuk tak nas wciągnął, że zeszliśmy już po ciemku, później trochę przygód z powrotem, bo okazało się, że busy już nie jeżdżą…  ale znów się udało i wylądowaliśmy  całą ekipą w knajpie na jedzeniu, a skończyliśmy późno w nocy w jednym z tzw „roof barów” nie mogąc się napatrzeć na chińskich raperów, którzy robili wrażenie jeszcze bardziej „czarnych sercem” od rodowitych Afroamerykanów – było wesoło ;)

No i przyszedł czas żegnać się z Azją… Nocny autobus do Hong Kongu, tam półtora dnia i właśnie siedzę sobie na lotnisku czekając na lot do Sydney. Po przygodach z nadbagażem w Londynie tym razem postanowiłem „optymalizować” rozłożenie ciężarów i dziś na szczęście nie musiałem przy odprawie tłumaczyć, że to 10 kg extra to nie tak dużo ;) Jak będzie chwila to wrzucę kilka fotek z HK ze specjalną dedykacją dla Hobbita i Alexa ;) Pozdr!

Ps. W ciągu ostatnich dni wiele się też działo u znajomych. Alex przeszedł swoje drugie 9a RP i 8b OS, a Lukas z Serkiem i Ciesiołem podobno wdrapali się na TRANGO !!! Panowie, czapki z głów! :)

Ps.2. Nokia „out of order”. Polską kartę sim zapodziałem, więc chyba do końca wycieczki będę bez nr tel… ale gmail działa!

4 thoughts on “Zakochałem się!

  1. Wyglada to super! Mnie osobiscie zaintrygowal ten night life rodem z Ibizy… moze przyjedziesz do nas na koniec porownac? 3m sie Szyna!

  2. …I Morgn, i Ebena spotkales, i nawet Christine z ktora mialam cie zeswatkowac…
    (No a z takiej kobiecej zazdrosci/zawilosci to: moja fotka tez tam wisi!)

  3. czołem!
    Justa, no ja bardzo chętnie do Was do Barcy (moje ulubione miasto w Eurolandzie!), tylko czasu mało na to wszystko…
    Ola (nie „Olu”;) ), kajam się, mea culpa, popiół na głowie itd… wszak tylko facetem jestem, to i nie wszystko widzę… ;) A świat to mały jest, szczególnie ten wspinaczkowy. Powodzenia na wyprawie!
    Makar, to z kolcami to jak rafaello, ma orzeszek w środku, a reszta nieistotna ;)
    pozdr!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s