Bangkok z happy end’em

No i cóż…Jakoś to tak dziwnie z wycieczkami bywa, że zawsze kiedyś się kończą… Przynajmniej póki co tak to widzę ;) Ta już nawet przeszło tydzień temu dobiegła ku końcowi, ale coś czasu nie było co by „słowo na do widzenia” napisać, a i choróbsko jakie mnie dopadło nie pomagało… Ale proza życia delikatnie ogarnięta, gripex zaaplikowany, można pisać! Tradycyjnie, po kolei. Czyli, na dobry początek o końcu, znowu Bangkok ;)

kosmicznie...

Z Kambodży przemieściliśmy się ponownie do stolicy Tajów. W międzyczasie już trochę słyszeliśmy o zamieszkach jakie tam miały miejsce, ale „że raczej pokojowe”, „nie ma co się obawiać’ itd.. Niestety w tymże międzyczasie sporo się zmieniło… Tłumy ludzi wyszły na ulicę, wojsko się zjechało, a w efekcie tego rozgardiaszu sporo osób poturbowano, a kilka straciło życie… Żartów nie ma, pomyśleliśmy. A skąd te krwawe zamieszki? Czytaj dalej

Kambodża na weekend

To była ekspresowa wizyta – Kambodża w 2 dni! Zdecydowanie nie za wiele czasu, ale i tak wyszło super, bo dzięki Air Asia wydłużyliśmy w niej wizytę o całe 100%!  Brzmi wręcz imponująco, a w praktyce oznaczało dwa dni zamiast jednego, ale zawsze ;) Dwie doby podróży lądem z Krabi do Siem Reap wymienione na dwa loty, łącznie w pięć godzin – duuuży plus! Ale były też „plusy ujemne”… niejako do kompletu moje dwie pozostałe kart bankowe zostały zablokowane (pierwszą „zjadł” mi bankomat w Laosie), bo transakcja zakupu biletów lotniczych kartą kredytową wydała się niesamowicie podejrzana mojemu bankowi, a i na wszelki wypadek karta debetowa też została zablokowana… (pozdrawiam „serdecznie” bank DnB Nord). Cóż… i jak tu nie mieć schowanych kilku dolarów (w myśl zawsze aktualnego hasła „cash is the king”), albo zasobnego w działające „plastiki” współtowarzysza niedoli? Na całe szczęście dalszą część wycieczki sponsorowały karty Anny – tak to ja mogę podróżować ;) Ale po kolei… Czytaj dalej

Azja na zimowe wieczory

Tym razem może uda mi się zaskoczyć Szanownych Czytelników! Jak to by panowie z grupy Monte Python’a powiedzieli – „a teraz coś z zupełnie innej beczki”, czyli nie o wspinaniu ;) Patrząc na statystyki czytelnictwa w Polsce wypadałoby założyć, że post ten skazany jest na porażkę i brak zainteresowania, ale mimo wszystko zaryzykuję, co mi szkodzi ;) Tym razem też będzie o Azji, ale na papierze! O kilku książkach, moim zdaniem, wartych przeczytania. Nie zawsze historie w nich zawarte będą idealne do popołudniowej, relaksacyjnej sesji z książką i kawą, ale coś z „happy end’em” też się znajdzie, na końcu ;) A z racji, że jesteśmy właśnie w Kambodży od paru godzin, to pozwolę sobie zacząć od tych okolic. Zapraszam do lektury ;)

PC011738b „Uśmiech Pol Pota” – Peter Fröberg. Kolejna niełatwa i krwawa historia, acz napisana z niesamowity (jeśli mogę to tak określić) wdziękiem. Losy Kambodży, Czerwonych Khmerów, ale i sąsiedniego Wietnamu. Po raz kolejny w tych stronach historia szaleństwa człowieka, który w imię sprawiedliwości klasowej i idei komunizmu mordował swoich rodaków. Ale jest też trochę (dla równowagi?) o imperialistycznym duecie Nixon – Kissinger (laureat pokojowej nagrody nobla… sic!) i jego bombach + naiwnych, szwedzkich socjalistach lat 70-tych, którym się wydawało, że Pol Pot buduje nowy, lepszy świat… Ciekawa lektura! Czytaj dalej

Czy Tonsai to raj ?

Oto jest pytanie! Tonsai to taka plaża-zatoka (nie wiem jak to lepiej opisać) znajdująca się na południu Tajlandii, nieopodal Krabi. Choć nie jest to wyspa to dostać się tu można z Ao-Nang wyłącznie łodzią, gdyż od strony lądu skrzętnie ją oddzielają spore pagóry, no i dżungla.. Ale jak już tu dopłyniemy to jest szansa na całkiem zacne widoki…

PB181164b

Rajskie plaże niczym z reklamy Bounty – są! Palmy, kokosy, małpy i inne dziwne stwory – obecne! Uśmiechnięci i egzotycznie dla nas wyglądający rdzenni mieszkańcy tych okolicy – a jakże! Przepyszne i nie mniej egzotyczne smakołyki lokalnej kuchni (np. krewetki wielkości dwóch pięści) – oooj tak! No i „na deser” pewnie jakieś  kilkaset różnorodnych, jedno- i wielowyciągowych  dróg wspinaczkowych zapraszających śmiałków ze sznurkiem w porze europejskiej, zimowej pluchy… Brzmi jak raj??? Czytaj dalej

Hanoi B&W

W Hanoi spędziłem dobę przed powrotem do Bangkoku, niewiele przyznaję. Samo miasto… hmm.. nie urzekło mnie jakoś wybitnie, choć centrum (Old Qater) z niską, kolonialną zabudową, bardzo przyjemne. Zwiedzając miasta i miasteczka, zwykle bardziej staram się podejrzeć życie ludzi tu mieszkających, niż odhaczać kolejne pozycję z przewodnika Lonely Planet. Zajrzeć w jego zakamarki, usiąść przy kawie (dobrą im Francuzi zostawili), pogadać z ludźmi tu żyjącymi (o ile jest okazja – dzięki Krystyno!). Co z tego wyszło tym razem? Zobaczcie sami, nie będę się rozpisywał, zapraszam do galerii.

PB140942c

A tu pozostałe fotki… Czytaj dalej

Wietnam, tajfun, DWS, ufff…

Co tu dużo mówić, a raczej pisać, nudno nie było! Ostatni +/- tydzień podróżowania w pojedynkę miałem zarezerwowany na Wietnam. Trochę mi się już nawet nie chciało z tego Laosu ruszać pod koniec. Zacząłem się zastanawiać czy by jednak nie zostać w Thakhek, bo i wspin fajny, wygodnie, a i ekipa przednia. No ale koniec końców ciekawość wzięła górę nad lenistwem i… zdecydowanie było warto! Jak zawsze :) A i nie tylko dla takich widoków okolic zatoki Ha Long:

ha long

Całkiem malownicza okolica, fajny wspin, super ludzie do związania się sznurkiem i rozmów do późnej nocy, premiera we wspinaniu w stylu deep water soloing, no i tajfun… działo się! Ale po kolei… Czytaj dalej

O wspinaniu w Laosie słów kilka

Czasem trzeba też trochę ponudzić i praktycznych info wrzucić, bo a nóż ktoś tu się będzie chciał wybrać… Więc dziś słów kilka o wspinaniu w Laosie i przede wszystkim w Thakhek. A gdzie się jeszcze można związać liną? Vang Vieng (ok 100 dróg) i Thakhek (ok 150) to chyba najbardziej znane miejsca. Reszty nie ma chyba co wymieniać, gdy dróg jest po kilkanaście… O tym pierwszym słyszałem, że wspinanie ok, choć czasem bolty już stare, że więcej łatwych dróg, że za przejście pod skały przez pole trzeba czasem zapłacić, ale ogólnie można podobno tam pojechać. Za to Thakhek testuję od tygodnia i… jest zacnie! Moja pierwsza myśl po usłyszeniu, że jest tu ok 150 dróg – „hmmm… nie tak wiele”, ale trzeba przyznać, że w zdecydowanej większości przypadków “byle czego” się tu nie obija i na ogół jest to naprawdę fajne wspinanie. Dróg w stopniach 6a-6c jest po ok 20 na każdą cyferkę, 7a-7c po ok 15, a dróg od 8a do niepoprowadzonych projektów za +/- 9a łącznie ok 10. Za to praktycznie codziennie powstaje coś nowego dzięki dzielnym ekiperom za naszej zachodniej granicy:

PB010257b

I jak podkreślają gospodarze – każdy ekiper mile widziany! Jest wiertarka, szczotki, piły i maczety ;) a i dziewiczych połaci skały też nie mało. A jakiego rodzaju jest tu wspin? Na pewno nie zawiodą się koneserzy wspinania „w 3D” i porządnie poziomym dachu. Czytaj dalej