Afryka dzika, czyli safari w Kruger Park

A: Ojej, ojej, spójrz tam! Ale stado! To na pewno są antylopy gnu. Ale piękne!

M: No ładne, faktycznie sporo ich. A skąd wiesz, że to antylopy gnu???

A: Jak to skąd… Przecież tak było w Królu Lwie!!!

M: Hmm… <uśmiech>

Czyli mniej więcej tak przebiegały nasze ‘uczone’ rozmowy o całkiem bogatej faunie i florze bodajże największego rezerwatu przyrody w Afryce – Kruger National Park. Disneyowski Król Lew okazał się nieocenionym źródłem wiedzy, hakuna matata :) A poza antylopami (mniejsza już z tym czy gnu, czy nie) udało nam się jeszcze całkiem sporo zwierzy ‘upolować’, choć czasem nie do końca było wiadomo, kto myśliwym, a kto zwierzyną. Ot, taka sytuacja:

taka sytuacja!

Park Krugera to kto wie czy nie najbardziej znana atrakcja turystyczna Południowej Afryki i, jak już wspomniałem, całkiem sporych rozmiarów rezerwat przyrody. Wyobraźcie sobie np. województwo łódzkie (wiadomo, najpiękniejsze ;) Czytaj dalej

Waterval Boven – dobrze nam tu

Z prowadzeniem e-zapisków w trakcie wszelakich wycieczek wiąże się pewien problem – czasami najzwyczajniej w świecie ciężko znaleźć na nie czas. Z jednej strony fajnie by było tak na bieżąco, oczywiście w miarę możliwości ciekawie, może i z odrobiną informacji praktycznych, no i rzecz jasna wszystko okraszone odpowiednią ilością fotografii. A jakby jeszcze dostęp do netu był bezproblemowy z każdego odwiedzanego miejsca… Bajka! Marzenie każdego porządnego blogera-wycieczkowicza. A co ja na to? Oczywiście zgadzam się, posypuję (odrobinę) głowę popiołem za 2-tygodniową abstynencję od wpisów i obiecuję (odrobinę) poprawę… acz bez przesady, jestem na wakacjach :) Doborowe towarzystwo, wyborna wołowina z niezgorszym, lokalnym winem, no i takie miejsca do wspinu jak Boven… oj ciężko zasiąść przed klawiaturą :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A co się działo przez te dwa tygodnie? W sumie to można powiedzieć, że utknęliśmy w Waterval Boven – jednym z lepszych miejsc w których miałem przyjemność wiązać się sznurkiem. Serio, szczerze polecam! I chętnie za chwilę napiszę więcej o tym miejscu, ale najpierw tradycyjnie, czyli po kolei. Czytaj dalej

Drakensberg i draki

Układając wycieczki plan do RPA w wielu miejscach natknęliśmy się na wzmianki o górach Drakensberg, czyli na nasze Góry Smocze. Że piękne, że malownicze, że całkiem spore, że ogólnie warto zajrzeć ;) Smoków nie widzieliśmy, ale co do widoków faktycznie nie kłamali:

Ale zanim tam dotarliśmy to już pierwsze małe ‘draki’ miały miejsce. Że gdy składaliśmy namiot wynosząc się z okolic Durbanu był akurat ten statystycznie jeden dzień w miesiącu z opadami… chyba wspominać nie warto. Jak to mawiał na studiach mój profesor od statystyki: „prawdopodobieństwo małe, to i złośliwe”. Sprawdza się. Po szybkim i dżdżystym pakowaniu plan był piękny – wg GPS’a ok 3h jazdy i jesteśmy w naszej kolejnej noclegowni z widokiem na Amphitheater – przeszło pięciokilometrowy mur skalny na terenie Royal Natal National Park. Taki był plan, a życie swoje…  Czytaj dalej

Durbanu okolice

Umgeni Valley było super. „Achów” i „ochów” mógłbym całą litanię odmówić i zaprawdę powiadam Wam, to nie są czcze słowa! :) Ale, że dusze my niespokojne to chcemy jeszcze, chcemy nowe, inne, dalej, co nie zawsze znaczy, że lepiej…

Po kilku dniach w okolicach Howick jakby bardziej swojsko zaczęliśmy się czuć w tym ‘niebanalnym’ kraju. Już powoli dojrzewaliśmy do stwierdzenia, że nie każde wyjście z auta po zmierzchu przed zatłoczonym marketem jest równoznaczne z wystawieniem się na grabież i mord. Ba! Każdy biały spacerujący samotnie po ulicy, którego skrzętnie odnotowywaliśmy w swoich głowach, utwierdzał nas w przekonaniu, że to musi być jednak normalny kraj. Mając to na uwadze obraliśmy kierunek na Durban – całkiem spore miasteczko w całkiem sprzyjających okolicznościach przyrody:

Durban

Tu już doznaliśmy szoku! Biali, czarni, hindusi, wszyscy spacerują sobie po plaży nad Oceanem Indyjskim, na spokojnie, bez ochrony, za to z lustrzankami i iphonami na wierzchu. A my się zastanawialiśmy czy z plecakiem nie będziemy wyglądać na łatwy łup… Niesamowite jakimi jesteśmy niewolnikami naszych wyobrażeń :) W Durbanie spędziliśmy raptem pół dnia, acz zacne.  Czytaj dalej

Pretoria i Umgeni Valley, na dobry początek

Republika Południowej Afryki to (szukam jakiegoś odpowiedniego słowa) powiedzmy „nieszablonowy” kraj. O, może tak to ujmę. Acz oczywiście ciężko jednym słowem wyrazić esencję moich (bardzo subiektywnych rzecz jasna) odczuć z tych raptem kilku dni i pewnie prawda leży gdzieś pomiędzy słowami: „niezwykły”, „nieprzeciętny”, „niebanalny”, „niejednorodny”, „nierówny”, „nienormalny”… Kraj kontrastów. Kraj przepiękny. Ale po kolei.

płot...

Dostać się do RPA nie jest trudno. Lotów ci u nas (Jewropa) do wyboru, do koloru, w cenach o dziwo względnie znośnych. Lot zajmuje ok 11h. Wizą przejmować się nie musimy, o ile wybieramy się tam turystycznie, samolotem i na nie więcej niż 30 dni. No i właśnie…  Czytaj dalej

Czas na zimę w… RPA!

Był sobie na ten rok wstępny (i piękny) plan wiosennego wypadu do Indian Creek z Tuzami łódzkiego alpinizmu. Miało być tradycyjnie, rysowo, w pomarańczowej skale na fotogenicznej pustyni i z doborowym towarzystwem. Tak być miało i miało być tym razem przyjemniej niż w Yosemickich (prze)rysach. No i cóż… plany planami, a życie swoje scenariusze pisze i różne zmiany wymusiły poszukiwania jakichś „ładnych okoliczności przyrody” na okres letni. Kryteria wyboru? Proste! Oczywiście ma być ładnie, wspinanie wyborne, oczywiście ze sznurkiem i… bez upałów! Bo po ostatnich wojażach w Azji stwierdzam, że w meczu „Żar Tropików vs Magnezja” było przynajmniej 3:0 ! No i padło na… RPA zimą! Czyż nie wygląda zacnie to Waterval Boven?

01_GR151_COUV

Jak dla mnie przynajmniej „obleci” ;) a i widać, że miejsce doceniane przez redaktorów z branżowych periodyków. A co poza tym? Okazuje się, że jest w czym wybierać! Czytaj dalej

Bangkok z happy end’em

No i cóż…Jakoś to tak dziwnie z wycieczkami bywa, że zawsze kiedyś się kończą… Przynajmniej póki co tak to widzę ;) Ta już nawet przeszło tydzień temu dobiegła ku końcowi, ale coś czasu nie było co by „słowo na do widzenia” napisać, a i choróbsko jakie mnie dopadło nie pomagało… Ale proza życia delikatnie ogarnięta, gripex zaaplikowany, można pisać! Tradycyjnie, po kolei. Czyli, na dobry początek o końcu, znowu Bangkok ;)

kosmicznie...

Z Kambodży przemieściliśmy się ponownie do stolicy Tajów. W międzyczasie już trochę słyszeliśmy o zamieszkach jakie tam miały miejsce, ale „że raczej pokojowe”, „nie ma co się obawiać’ itd.. Niestety w tymże międzyczasie sporo się zmieniło… Tłumy ludzi wyszły na ulicę, wojsko się zjechało, a w efekcie tego rozgardiaszu sporo osób poturbowano, a kilka straciło życie… Żartów nie ma, pomyśleliśmy. A skąd te krwawe zamieszki? Czytaj dalej